wtorek, 20 września 2016

Rozdział drugi

Wydaje mi się, że tamta dziewczyna mnie nie polubiła, a szkoda. Zapewne coś ją trapi.
Opanowanym krokiem udałam się biura Hokage, aby odebrać przydział do misji.
- Dzień dobry, Hokage-sama - ukłoniłam się, zamykając po sobie drzwi.
- Dzień dobry, chodź - uśmiechnął się do mnie, wyciągając nos z papierów.
- Jaką misję mam tym razem?
- Myślę, że jako jōnin, powinnaś uczyć się, jak kierować drużyną, Ketsueki. Z początku będzie to trudne. Praca kapitana drużyny jest bardzo odpowiedzialna, gdyż będziesz odpowiadała za życie swoich podopiecznych.
- Dostanę dzieci z akademii? - uśmiechnęłam się, ukazując szereg białych kiełków.
- Cóż, póki co będziesz kierowała inną drużyną.
- Och, no dobrze - wyburczałam. - Jaką, Hokage-sama?
- Wraz z tobą na czele, składa się ona z ninja medycznego rangi chūnin - Kotoriego Mokusei, oraz genin, Futatsu Utsukushi.
- Jakimi stylami się posługują?
- Dobre spostrzeżenie, lecz tego już ci nie powiem. Dowiesz się tego od nich samych - uśmiechnął się przelotnie, po czym wyjaśnił mi cel misji.
- Ketsueki? - zawołał mnie, kiedy wychodziłam z biura.
- Tak, Hokage-sama? - zapytałam, zwracając wzrok ku srebrnowłosemu.
- Jeśli chcesz, mogę ci udzielić rad dotyczących twojej rangi.
- Tak, dziękuję. Na pewno mi się przydadzą.
- Zgłoś się do mnie, kiedy już się z nimi zapoznasz i będziesz miała czas.
- Dziękuję - ukłoniłam się ponownie.
Po południu mam się spotkać wraz z drużyną przy wielkim drzewie, na obrzeżach Konohy. Te drzewo nigdy nie miało konkretnej nazwy, jednak każdy wiedział, o jakie chodzi. Było to świetne miejsce na spotkania.


- Dzień dobry, czy ty jesteś Ketsueki Uchiha? - spytał mnie chłopak o błękitnych włosach, oraz oczach tego samego koloru.
- Jeśli dobrze myślę - Kotori Mokusei? - wstałam, aby porozmawiać z przybyszem.
- Tak, to ja - uśmiechnął się, a na jego policzki wstąpił rumieniec.
- Miło mi cię poznać, jestem twoim kapitanem - wyciągnęłam rękę, uprzednio ściągając czarną rękawiczkę.
- Mi ciebie również, Sensei – uścisnął moją dłoń, kłaniając się przy tym.

- A gdzie jest jeszcze jedna członkini naszej drużyny? - zapytałam, gdy w zasięgu mojego wzroku nie widniała brakująca osoba.
- Nie wiem, Sensei – odmruknął błękitnooki, również rozglądając się po okolicy.
- Poczekamy. Zapewne wie, gdzie się udać, więc nie ma potrzeby się denerwować.
- Hai, Sensei – odpowiedział, wciąż dodając tę kulturalną końcówkę.
- Kotori, czemu ciągle zwracasz się do mnie „Sensei”? - Zadałam te pytanie uśmiechając się. Było to urocze.
- Zawsze okazuję szacunek do przełożonych, Sensei. Zasługują na to.
- Polubiłam cię – rzekłam, a chłopak odpowiedział mi nieśmiałym „dziękuję”. - Powiedzieć ci coś w sekrecie?
- Jeśli nie byłby to problem, Sensei.
- Jesteście moją pierwszą drużyną, jaką będę prowadziła, więc będę uczyła się razem z wami.
- Naprawdę? Nie powiedziałbym, Sensei.
- I tu cię mam - nie oceniaj, póki nie jesteś pewny swojej oceny. Jest to bardzo ważne, nie tylko w walce, ale też jest to przydatna informacja w życiu – uśmiechnęłam się do niego ponownie, a mój podopieczny słuchał mnie z zainteresowaniem.
- Dziękuję za radę, Sensei! A tak przy okazji... - przerwał, spoglądając w lewo, a mój wzrok powędrował w tym samym kierunku. - Czy to nie tamta dziewczyna?
- Masz rację.
Poprawiłam rękawiczkę, po czym gestem ręki zaprosiłam ją do naszego grona.
Chwilę... Czy to nie ta dziewczyna, którą spotkałam przedtem?
- Ty też będziesz w mojej drużynie? Świetnie... Ale jeżeli już, wiesz kiedy przyjdzie nasz wychowawca? Ciekawi mnie, który jōnin ją poprowadzi.
Zaśmiałam się.
- Ketsueki Uchiha, miło mi. Od dziś jestem twoją kapitan.
Futatsu zdziwiła się, lecz po chwili zdziwienie z jej twarzy zniknęło. Założyła ręce na piersi, po czym odpowiedziała chłodno:
- Nie licz na to, że będę się ciebie słuchała. Mogli by dać bardziej kompetentnego kapitana. Nie mam zamiaru z tobą współpracować – wskazała na mnie, a następnie na Kotoriego, dokańczając: - ani z nim, ani z kimkolwiek.
Kotori prychnął, a ja uspokoiłam go za pomocą dotknięcia dłonią w ramię.
- Futatsu, upominam, iż twoja ranga nie jest na tyle wysoka, abyś mogła powiedzieć w tej sprawie za wiele. Brak współpracy obniża skuteczność na polu bitwy, a w najgorszych przypadkach kończy się śmiercią poprzez samolubność innych członków drużyny. Radzę ci, abyś jednak chciała podjąć się współpracy. - Westchnęłam, opierając swoją prawą nogę o drzewo za mną. - Jednakże liczę na to, że twoje nastawienie się zmieni – dokończyłam z uśmiechem.
Dziewczyna zacisnęła dłonie w pięści.
- Zawsze tylko ranga, pozycja, rozkazy – burknęła do siebie, po czym odezwała się do mnie złowrogo – Bardzo mnie ciekawi, jak dobra jesteś w walce, bo w gębie aż za dobra.
Uśmiechnęła się, lecz nie był to przyjazny uśmiech. Przepełniony był sarkazmem.
Błękitnowłosy zbliżył się do blondynki stanowczym krokiem.
- Przestań obrażać naszą Sensei. Czy ty nie potrafisz oddać jej respektu? Dlaczego nawet nie spróbujesz się dogadać? Nie wiesz, jak ciężko jest, gdy choć jedna para rąk odmawia pomocy w misji? Nie bądź samolubna. To prowadzi donikąd.
- Tak samo bezsensowana współpraca - przechodząc obok niego, trąciła go ramieniem.
- Futatsu, zaczekaj.
- Czego chcesz?
- Jeśli się na mnie zawiedziesz na misji, będziesz mogła odejść z drużyny. Pasuje ci taki układ?
Futatsu przystanęła, patrząc przed siebie.
- Odeszłabym nawet, jakbyś nie zawiodła. Nie należę do żadnej drużyny.
- Skoro nic ci nie pasuje, może wrócisz do łapania kotów z dzieciakami? - zapytał chłopak, wyraźnie zirytowany jej zachowaniem.
- A może ty byś tak zniknął? - rzuciła kunaiem, który wbił się w drzewo obok chłopaka. - Następnym razem nie spudłuję – prychnęła.
- Te spotkanie uznaję za zamknięte. Spotykamy się jutro, o siedemnastej w tym samym miejscu, aby omówić szczegóły najbliższej misji. Rozejdźcie się.
- Nareszcie.
- Tym razem się z nią zgadzam, Sensei – Kotori zarzucił Futatsu przelotne spojrzenie, po czym przy mnie udał się w stronę części mieszkalnej Konohy.
- Kotori, choć ty się uspokój.
- Sensei, będzie mi z nią ciężko. 
- Dasz radę – odparłam nieprzekonująco. Sama nie potrafiłam siebie przekonać.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz