Wydaje
mi się, że tamta dziewczyna mnie nie polubiła, a szkoda. Zapewne
coś ją trapi.
Opanowanym
krokiem udałam się biura Hokage, aby odebrać przydział do misji.
- Dzień
dobry, Hokage-sama - ukłoniłam się, zamykając po sobie drzwi.
- Dzień
dobry, chodź - uśmiechnął się do mnie, wyciągając nos z
papierów.
- Jaką
misję mam tym razem?
-
Myślę, że jako jōnin, powinnaś uczyć się, jak kierować
drużyną, Ketsueki. Z początku będzie to trudne. Praca kapitana
drużyny jest bardzo odpowiedzialna, gdyż będziesz odpowiadała za
życie swoich podopiecznych.
-
Dostanę dzieci z akademii? - uśmiechnęłam się, ukazując szereg
białych kiełków.
- Cóż,
póki co będziesz kierowała inną drużyną.
- Och,
no dobrze - wyburczałam. - Jaką, Hokage-sama?
- Wraz
z tobą na czele, składa się ona z ninja medycznego rangi chūnin -
Kotoriego Mokusei, oraz genin, Futatsu Utsukushi.
-
Jakimi stylami się posługują?
- Dobre
spostrzeżenie, lecz tego już ci nie powiem. Dowiesz się tego od
nich samych - uśmiechnął się przelotnie, po czym wyjaśnił mi
cel misji.
-
Ketsueki? - zawołał mnie, kiedy wychodziłam z biura.
- Tak,
Hokage-sama? - zapytałam, zwracając wzrok ku srebrnowłosemu.
- Jeśli
chcesz, mogę ci udzielić rad dotyczących twojej rangi.
- Tak,
dziękuję. Na pewno mi się przydadzą.
- Zgłoś
się do mnie, kiedy już się z nimi zapoznasz i będziesz miała
czas.
-
Dziękuję - ukłoniłam się ponownie.
Po
południu mam się spotkać wraz z drużyną przy wielkim drzewie, na
obrzeżach Konohy. Te drzewo nigdy nie miało konkretnej nazwy,
jednak każdy wiedział, o jakie chodzi. Było to świetne miejsce na
spotkania.
- Dzień
dobry, czy ty jesteś Ketsueki Uchiha? - spytał mnie chłopak o
błękitnych włosach, oraz oczach tego samego koloru.
- Jeśli
dobrze myślę - Kotori Mokusei? - wstałam, aby porozmawiać z
przybyszem.
- Tak,
to ja - uśmiechnął się, a na jego policzki wstąpił rumieniec.
- Miło
mi cię poznać, jestem twoim kapitanem - wyciągnęłam rękę,
uprzednio ściągając czarną rękawiczkę.
-
Mi ciebie również, Sensei – uścisnął moją dłoń, kłaniając
się przy tym.
- A gdzie jest jeszcze jedna członkini naszej
drużyny? - zapytałam, gdy w zasięgu mojego wzroku nie widniała
brakująca osoba.
- Nie wiem, Sensei – odmruknął błękitnooki,
również rozglądając się po okolicy.
- Poczekamy. Zapewne wie,
gdzie się udać, więc nie ma potrzeby się denerwować.
- Hai,
Sensei – odpowiedział, wciąż dodając tę kulturalną
końcówkę.
- Kotori, czemu ciągle zwracasz się do mnie
„Sensei”? - Zadałam te pytanie uśmiechając się. Było to
urocze.
- Zawsze okazuję szacunek do przełożonych, Sensei.
Zasługują na to.
- Polubiłam cię – rzekłam, a chłopak
odpowiedział mi nieśmiałym „dziękuję”. - Powiedzieć ci coś
w sekrecie?
- Jeśli nie byłby to problem, Sensei.
- Jesteście
moją pierwszą drużyną, jaką będę prowadziła, więc będę
uczyła się razem z wami.
- Naprawdę? Nie powiedziałbym,
Sensei.
- I tu cię mam - nie oceniaj, póki nie jesteś pewny
swojej oceny. Jest to bardzo ważne, nie tylko w walce, ale też jest
to przydatna informacja w życiu – uśmiechnęłam się do niego
ponownie, a mój podopieczny słuchał mnie z zainteresowaniem.
-
Dziękuję za radę, Sensei! A tak przy okazji... - przerwał,
spoglądając w lewo, a mój wzrok powędrował w tym samym kierunku.
- Czy to nie tamta dziewczyna?
- Masz rację.
Poprawiłam
rękawiczkę, po czym gestem ręki zaprosiłam ją do naszego
grona.
Chwilę... Czy to nie ta dziewczyna, którą spotkałam
przedtem?
- Ty też będziesz w mojej drużynie? Świetnie... Ale
jeżeli już, wiesz kiedy przyjdzie nasz wychowawca? Ciekawi mnie,
który jōnin ją poprowadzi.
Zaśmiałam się.
- Ketsueki
Uchiha, miło mi. Od dziś jestem twoją kapitan.
Futatsu zdziwiła
się, lecz po chwili zdziwienie z jej twarzy zniknęło. Założyła
ręce na piersi, po czym odpowiedziała chłodno:
- Nie licz na
to, że będę się ciebie słuchała. Mogli by dać bardziej
kompetentnego kapitana. Nie mam zamiaru z tobą współpracować –
wskazała na mnie, a następnie na Kotoriego, dokańczając: - ani z
nim, ani z kimkolwiek.
Kotori prychnął, a ja uspokoiłam go za
pomocą dotknięcia dłonią w ramię.
- Futatsu, upominam, iż
twoja ranga nie jest na tyle wysoka, abyś mogła powiedzieć w tej
sprawie za wiele. Brak współpracy obniża skuteczność na polu
bitwy, a w najgorszych przypadkach kończy się śmiercią poprzez
samolubność innych członków drużyny. Radzę ci, abyś jednak
chciała podjąć się współpracy. - Westchnęłam, opierając
swoją prawą nogę o drzewo za mną. - Jednakże liczę na to, że
twoje nastawienie się zmieni – dokończyłam z
uśmiechem.
Dziewczyna zacisnęła dłonie w pięści.
- Zawsze
tylko ranga, pozycja, rozkazy – burknęła do siebie, po czym
odezwała się do mnie złowrogo – Bardzo mnie ciekawi, jak dobra
jesteś w walce, bo w gębie aż za dobra.
Uśmiechnęła się,
lecz nie był to przyjazny uśmiech. Przepełniony był
sarkazmem.
Błękitnowłosy zbliżył się do blondynki stanowczym
krokiem.
- Przestań obrażać naszą Sensei. Czy ty nie potrafisz
oddać jej respektu? Dlaczego nawet nie spróbujesz się dogadać?
Nie wiesz, jak ciężko jest, gdy choć jedna para rąk odmawia
pomocy w misji? Nie bądź samolubna. To prowadzi donikąd.
- Tak
samo bezsensowana współpraca - przechodząc obok niego, trąciła
go ramieniem.
- Futatsu, zaczekaj.
- Czego chcesz?
- Jeśli
się na mnie zawiedziesz na misji, będziesz mogła odejść z
drużyny. Pasuje ci taki układ?
Futatsu przystanęła, patrząc
przed siebie.
- Odeszłabym nawet, jakbyś nie zawiodła. Nie
należę do żadnej drużyny.
- Skoro nic ci nie pasuje, może
wrócisz do łapania kotów z dzieciakami? - zapytał chłopak,
wyraźnie zirytowany jej zachowaniem.
- A może ty byś tak
zniknął? - rzuciła kunaiem, który wbił się w drzewo obok
chłopaka. - Następnym razem nie spudłuję – prychnęła.
- Te
spotkanie uznaję za zamknięte. Spotykamy się jutro, o siedemnastej
w tym samym miejscu, aby omówić szczegóły najbliższej misji.
Rozejdźcie się.
- Nareszcie.
- Tym razem się z nią zgadzam,
Sensei – Kotori zarzucił Futatsu przelotne spojrzenie, po czym
przy mnie udał się w stronę części mieszkalnej Konohy.
-
Kotori, choć ty się uspokój.
- Sensei, będzie mi z nią
ciężko.
- Dasz radę – odparłam nieprzekonująco. Sama nie
potrafiłam siebie przekonać.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz