niedziela, 25 września 2016

Rozdział trzeci

Przez niewielki, ciemny pokój wpadały promienie słoneczne, a na niewielkim, szarym, metalowym  łóżku leżała drobnej postury dziewczyna. Jej blond falowane włosy opadały na niewielkiej wielkości biust opięty bluzką. W ręku trzymała coś w stylu medaliku, na którym wyryto nieznane znaki.

***
Zbliżała się godzina siedemnasta. Kapitan nowo powstałej drużyny pojawił się pierwszy, a za nim Kotori.
- Dzień dobry, Sensei!
- Witaj, Kotori- odpowiedziała z uśmiechem. - Czemu już jesteś? Jest jeszcze czas.
- Nie chciałem się spóźnić na misję, a poza tym - Sensei, jeśli ty jesteś, to ja też.
Rozmowa została przerwana przez dwóch nadchodzących wysoko rangą ninja. Jeden z nich zwrócił się do kapitana.
- Współczuję ci, Ketsueki.
- Nie ma czego - odpowiedziała zimno, choć bez nienawiści.
- Dostałaś pod swoją opiekę Futatsu. Ta dziewczyna sprowadza same kłopoty. - Teraz do rozmowy wtrącił się również drugi. - Przez nią o mało co nie zginął nasz towarzysz.
- To już zauważyłam, jednak nie potrzebuję współczucia. Wiem co utrzymuję na swoich barkach. Nie uważam jej za kłopot, a za osobę, która przeszła w życiu, coś, co budzi u niej odrazę do ludzi. Czy jeszcze jakieś komentarze?
- Człowiek rodzi się albo dobry albo zły. Ona jest w tej drugiej kategorii. Jesteś naprawdę obiecującym ninja, Ketsueki, ale brak ci doświadczenia. Żyjesz jeszcze marzeniami z dzieciństwa o idealnym świecie.
- Marzeniami z dzieciństwa, un?- uśmiechnęła się pod nosem kpiąco, patrząc w dal. - Zakończmy ten temat.
- Uważajcie na siebie.
Po tym niewielkim incydencie, drużyna Ketsueki czekała jeszcze trochę, ponieważ dziewczyna się spóźniała. Było już około dwadzieścia minut po siedemnastej, gdy na horyzoncie pojawiła się ona. Ubrana w delikatną różową sukienkę przed kolana z długimi rękawami, a na szyi miała opaska wioski. Ze stoickim spokojem podeszła do reszty drużyny, nie odzywając się ani słowem.
- Witam was na pierwszej misji naszej drużyny. Przejdę do konkretów - Ketsueki splotła za sobą ręce, spoglądając na Futatsu oraz Kotoriego. - Jako, że jesteśmy nową powstałą drużyna, musimy na początku się poznać. Czy ktoś chce rozpocząć?
- Proszę nie krępuj się, Kotori. - Blondynka podeszła do drzewa, siadając po turecku i oparła się o nie.
"Niby co to da? Takie przedstawienie się. Po co takie informacje? Kto co lubi. Nawet nie chce mi się słuchać tych bzdur."
- Dobrze, więc rozpocznę - uśmiechnął się lekko niebiesko, drapiąc się za uchem. - Jestem ninja medycznym, zajmuję się więc leczeniem. W walce posługuję się głównie technikami średniego zasięgu, służącymi do obrony. Posiadam dwie natury chakry. Czy coś jeszcze?
Ketsueki zaśmiała się.
- A może przedstawisz coś o sobie? - zapytała z uśmiechem, spoglądając na Kotoriego.
- Ach, no tak, zapomniałem. Przepraszam, Sensei, Futatsu! - ukłonił się lekko. Dla siedzącej dziewczynie przy drzewie wyglądało to idiotycznie. - Moją pasją jest pomaganie innym, dlatego zostałem medycznym ninja. Głównie tym się kieruję.
- Rozumiem. A Ty, Futatsu? Jeżeli nie lubisz o sobie mówić, to w porządku, jedynie powiedz, jakimi stylami walki się posługujesz, abyśmy mogli się zgrać - uśmiechnęła się lekko do dziewczyny, żeby dodać jakoś jej otuchy.
- Powinny ci wystarczyć dane z mojej karty - założyła ręce na piersi. - Nie udawaj miłej. Przecież obydwie wiemy, że żadna z nas siebie nie chce. - Mówiąc to, nawet nie spojrzała w oczy innym.
- Mylisz się, Futatsu. Polubiłam cię. Szkoda, że nie jest to z wzajemnością, lecz nie jestem miła z przymusu. Robię to, ponieważ chcę. - spojrzała na dziewczynę z pełną odwagą
- Niby za co mogłaś polubić? Nie żartuj sobie  - spojrzała na czarnowłosą lekko skołowana.
- Zaciekawiłaś mnie. Wierzę, że nie jesteś taką, jaką siebie przedstawiasz.
- Ja też w to wierzę! - wtrącił się z uśmiechem Kotori.
Futatsu powoli podniosła się, mając przy tym opuszczoną głowę. Słowa wypowiedziane przed chwilą, dały trochę odczuć Futatsu, która zawsze starała się być wyprana z emocji, nie licząc nienawiści.
- Nie gadajcie takich głupot nigdy więcej! Jedna misja i koniec. Nastąpi rozwiązanie, jak zawsze. Nic mnie nie obchodzicie, co lubicie, jakie są wasze cele. Ja nie mam żadnego celu i to mi wystarczy. Chcę być sama.
- "Jak zawsze" - zacytowała ją. - Czyli czujesz pewną urazę co do drużyn, dlatego też wolisz samotność - powiedziała czarnowłosa ze współczuciem.
- Dobrze, szanuję twoje zdanie. Można również żyć bez celu - dodał Kotori, a Utsukushi zacisnęła dłoń.
- Co wy możecie wiedzieć? Jestem tym, co teraz widzicie i nigdy nie byłam taką, jaką sądzicie.
Czarnowłosa doskonale wiedziała, że dziewczyna kłamie, chcąc ukryć swoje uczucia, jednakże pozostawiła to bez komentarza, podobnie jak Kotori.
- Masz rację. Nie mogę wiedzieć, gdyż cię nie znam. To były jedynie moje podejrzenia, Futatsu.
Chūnin i Jōnin ruszyli w stronę bramy, a blondynka spojrzała się na nich.
 - Używam stylu wiatru - powiedziała spokojniej, stawiając pierwszy krok ku przodowi.
- Dziękuję. A zasięg technik?
- Nie wiem. Mówiąc "używam" miałam na myśli to, że posiadam ten styl, ale go w sobie nie obudziłam.
- Tego się dowiemy w trakcie treningów, pomogę ci go obudzić, jak i pomóc przy technikach.
- Nie rozumiesz? Nie chcę pomocy.
- Nawet jeżeli jej nie chcesz, i tak muszę to sprawdzić. Taki jest mój obowiązek.
- Pff. I tak nic tym nie zdziałasz.
- To, co zdziałam, zostaw już mi, Futatsu. 
Wszyscy przekroczyli już główną bramę Konohy, a blondynka wskoczyła na pierwsze pobliskie drzewo.
- Spotkamy się w Sunagakure. Nie mam zamiaru z wami podróżować, znam drogę. - Nie chciała towarzystwa tej dwójki. Odpychali ją jeszcze bardziej od innych. Jednak Ketsueki nie miała zamiaru odpuścić, była wytrwała. Ruszyła w pogoń za dziewczyną, która jak tylko ją zobaczyła rzuciła kunaiem.
- Odczep się!
Ketsueki odbiła jej kunai swoim, a drugą ręką wyrzuciła kolejne dwa, które wyglądały na źle wycelowane.
- Już mówiłam, że nie potrzebuje pomocy! Myślałam, że stać cię na więcej - wykrzyczała kpiąco, nie zatrzymując się.
- To, że jej nie potrzebujesz, to nie znaczy, że innym ułatwia to sprawę. - Czarnowłosa pojawiła się nagle za Futatsu w zamian za jednego kunaia. Ręce złapała z tyłu, a drugą ręką trzymała przy ciele jednego z kunai. Jej klon, który wcześniej z nią rozmawiał, zniknął. A drugi wyrzucony kunai wylądował kilka milimetrów przed jej twarzą.
-Puszczaj! - zaczęła się nerwowo wyrywać.
- Obawiam się, że jednak zaczniesz z nami podróżować - skomentowała sytuację z lekkim żalem, nie ustępując dalej dziewczynie.
- Tak? A niby jak? Masz zamiar mnie ciągnąć?
- Nawet jeśli tym kosztem. Mogę również obezwładnić twoje ciało, choć nie polecam tej opcji. To jak, idziesz z nami?
Doskonale zdawała sobie sprawę, że Ketsueki ma sharingana.
- Puść...
Uścisk został zwolniony, a blondynka rozmasowała sobie nadgarstki.
- Trzeba było mnie zostawić.
- Tego nie przewiduję.
Po drodze cel misji został objaśniony przez kapitan. Polegała na dostarczeniu zwoju do Wioski Piasku, na który polowało sporo osób.
Nastała noc, wszystko wokół zostało uśpione. Drużyna rozpaliła ognisko, przy którym mogli spędzić tę niebezpieczną porę. Futatsu widząc to wszystko, postanowiła się zmyć z pola widzenia tej dwójki. Widząc to, Uchiha postanowiła pełnić wartę, na której upilnuje członków, a zwłaszcza dziewczynę, której teraz nie było. Stworzyła klona, który śledził każdy ruch dziewczyny. Blondwłosa wędrowała między drzewami, aż znalazłszy dogodne miejsce, skoczyła na gałąź, rozkładając się na niej.
- Wreszcie spokój - wyciągnęła rękę do gwiazd, lekko się uśmiechając. - Uwielbiam gwiazdy, zawsze świecą tak jasno. Są takie beztroskie i idealne. Szkoda, że niektóre tak szybko gasną. - Spojrzała na swoją dłoń i na gwiazdy, po czym zamknęła oczy.
- Dziewczynko, popełniłaś błąd opuszczając resztę.
Futatsu poderwała się do góry. Okazało się, że leci w nią mnóstwo shurikenów. Została zakryta przez klona Ketsueki, który po chwili zniknął.
- Założę się, że nie masz tego, czego szukam.
- Wyjdź, a nie się ukrywasz!
"I co tu do cholery robił klon tej dziewczyny?!" - wykrzyczała w myślach.
Na dole pojawiła się ciemna postać, a dziewczyna zeskoczyła z drzewa.
- Zapłacisz za to.
Z paska przepasanego przez biodra wyciągnęła katanę i ruszyła na przeciwnika, ale nie spodziewała się, że ten złapie ją w pułapkę, jaką okazały się metalowe nici. To był jego styl walki.
- Wiązanie. - Wokół ciała Futatsu oplotły się linowe druty, które zaczęły wbijać się w każdy zakątek ciała dziewczyny, kalecząc ją tak, że krew spływała jej po rękach i nogach. Jednak ostateczny cios miał być spowodowany poprzez zaciśniecie się na szyi drutów. Te inne miały spowodować tylko ogromny ból, który przeszywał jej całe ciało.
- Żegnaj, dziewczynko.

wtorek, 20 września 2016

Rozdział drugi

Wydaje mi się, że tamta dziewczyna mnie nie polubiła, a szkoda. Zapewne coś ją trapi.
Opanowanym krokiem udałam się biura Hokage, aby odebrać przydział do misji.
- Dzień dobry, Hokage-sama - ukłoniłam się, zamykając po sobie drzwi.
- Dzień dobry, chodź - uśmiechnął się do mnie, wyciągając nos z papierów.
- Jaką misję mam tym razem?
- Myślę, że jako jōnin, powinnaś uczyć się, jak kierować drużyną, Ketsueki. Z początku będzie to trudne. Praca kapitana drużyny jest bardzo odpowiedzialna, gdyż będziesz odpowiadała za życie swoich podopiecznych.
- Dostanę dzieci z akademii? - uśmiechnęłam się, ukazując szereg białych kiełków.
- Cóż, póki co będziesz kierowała inną drużyną.
- Och, no dobrze - wyburczałam. - Jaką, Hokage-sama?
- Wraz z tobą na czele, składa się ona z ninja medycznego rangi chūnin - Kotoriego Mokusei, oraz genin, Futatsu Utsukushi.
- Jakimi stylami się posługują?
- Dobre spostrzeżenie, lecz tego już ci nie powiem. Dowiesz się tego od nich samych - uśmiechnął się przelotnie, po czym wyjaśnił mi cel misji.
- Ketsueki? - zawołał mnie, kiedy wychodziłam z biura.
- Tak, Hokage-sama? - zapytałam, zwracając wzrok ku srebrnowłosemu.
- Jeśli chcesz, mogę ci udzielić rad dotyczących twojej rangi.
- Tak, dziękuję. Na pewno mi się przydadzą.
- Zgłoś się do mnie, kiedy już się z nimi zapoznasz i będziesz miała czas.
- Dziękuję - ukłoniłam się ponownie.
Po południu mam się spotkać wraz z drużyną przy wielkim drzewie, na obrzeżach Konohy. Te drzewo nigdy nie miało konkretnej nazwy, jednak każdy wiedział, o jakie chodzi. Było to świetne miejsce na spotkania.


- Dzień dobry, czy ty jesteś Ketsueki Uchiha? - spytał mnie chłopak o błękitnych włosach, oraz oczach tego samego koloru.
- Jeśli dobrze myślę - Kotori Mokusei? - wstałam, aby porozmawiać z przybyszem.
- Tak, to ja - uśmiechnął się, a na jego policzki wstąpił rumieniec.
- Miło mi cię poznać, jestem twoim kapitanem - wyciągnęłam rękę, uprzednio ściągając czarną rękawiczkę.
- Mi ciebie również, Sensei – uścisnął moją dłoń, kłaniając się przy tym.

- A gdzie jest jeszcze jedna członkini naszej drużyny? - zapytałam, gdy w zasięgu mojego wzroku nie widniała brakująca osoba.
- Nie wiem, Sensei – odmruknął błękitnooki, również rozglądając się po okolicy.
- Poczekamy. Zapewne wie, gdzie się udać, więc nie ma potrzeby się denerwować.
- Hai, Sensei – odpowiedział, wciąż dodając tę kulturalną końcówkę.
- Kotori, czemu ciągle zwracasz się do mnie „Sensei”? - Zadałam te pytanie uśmiechając się. Było to urocze.
- Zawsze okazuję szacunek do przełożonych, Sensei. Zasługują na to.
- Polubiłam cię – rzekłam, a chłopak odpowiedział mi nieśmiałym „dziękuję”. - Powiedzieć ci coś w sekrecie?
- Jeśli nie byłby to problem, Sensei.
- Jesteście moją pierwszą drużyną, jaką będę prowadziła, więc będę uczyła się razem z wami.
- Naprawdę? Nie powiedziałbym, Sensei.
- I tu cię mam - nie oceniaj, póki nie jesteś pewny swojej oceny. Jest to bardzo ważne, nie tylko w walce, ale też jest to przydatna informacja w życiu – uśmiechnęłam się do niego ponownie, a mój podopieczny słuchał mnie z zainteresowaniem.
- Dziękuję za radę, Sensei! A tak przy okazji... - przerwał, spoglądając w lewo, a mój wzrok powędrował w tym samym kierunku. - Czy to nie tamta dziewczyna?
- Masz rację.
Poprawiłam rękawiczkę, po czym gestem ręki zaprosiłam ją do naszego grona.
Chwilę... Czy to nie ta dziewczyna, którą spotkałam przedtem?
- Ty też będziesz w mojej drużynie? Świetnie... Ale jeżeli już, wiesz kiedy przyjdzie nasz wychowawca? Ciekawi mnie, który jōnin ją poprowadzi.
Zaśmiałam się.
- Ketsueki Uchiha, miło mi. Od dziś jestem twoją kapitan.
Futatsu zdziwiła się, lecz po chwili zdziwienie z jej twarzy zniknęło. Założyła ręce na piersi, po czym odpowiedziała chłodno:
- Nie licz na to, że będę się ciebie słuchała. Mogli by dać bardziej kompetentnego kapitana. Nie mam zamiaru z tobą współpracować – wskazała na mnie, a następnie na Kotoriego, dokańczając: - ani z nim, ani z kimkolwiek.
Kotori prychnął, a ja uspokoiłam go za pomocą dotknięcia dłonią w ramię.
- Futatsu, upominam, iż twoja ranga nie jest na tyle wysoka, abyś mogła powiedzieć w tej sprawie za wiele. Brak współpracy obniża skuteczność na polu bitwy, a w najgorszych przypadkach kończy się śmiercią poprzez samolubność innych członków drużyny. Radzę ci, abyś jednak chciała podjąć się współpracy. - Westchnęłam, opierając swoją prawą nogę o drzewo za mną. - Jednakże liczę na to, że twoje nastawienie się zmieni – dokończyłam z uśmiechem.
Dziewczyna zacisnęła dłonie w pięści.
- Zawsze tylko ranga, pozycja, rozkazy – burknęła do siebie, po czym odezwała się do mnie złowrogo – Bardzo mnie ciekawi, jak dobra jesteś w walce, bo w gębie aż za dobra.
Uśmiechnęła się, lecz nie był to przyjazny uśmiech. Przepełniony był sarkazmem.
Błękitnowłosy zbliżył się do blondynki stanowczym krokiem.
- Przestań obrażać naszą Sensei. Czy ty nie potrafisz oddać jej respektu? Dlaczego nawet nie spróbujesz się dogadać? Nie wiesz, jak ciężko jest, gdy choć jedna para rąk odmawia pomocy w misji? Nie bądź samolubna. To prowadzi donikąd.
- Tak samo bezsensowana współpraca - przechodząc obok niego, trąciła go ramieniem.
- Futatsu, zaczekaj.
- Czego chcesz?
- Jeśli się na mnie zawiedziesz na misji, będziesz mogła odejść z drużyny. Pasuje ci taki układ?
Futatsu przystanęła, patrząc przed siebie.
- Odeszłabym nawet, jakbyś nie zawiodła. Nie należę do żadnej drużyny.
- Skoro nic ci nie pasuje, może wrócisz do łapania kotów z dzieciakami? - zapytał chłopak, wyraźnie zirytowany jej zachowaniem.
- A może ty byś tak zniknął? - rzuciła kunaiem, który wbił się w drzewo obok chłopaka. - Następnym razem nie spudłuję – prychnęła.
- Te spotkanie uznaję za zamknięte. Spotykamy się jutro, o siedemnastej w tym samym miejscu, aby omówić szczegóły najbliższej misji. Rozejdźcie się.
- Nareszcie.
- Tym razem się z nią zgadzam, Sensei – Kotori zarzucił Futatsu przelotne spojrzenie, po czym przy mnie udał się w stronę części mieszkalnej Konohy.
- Kotori, choć ty się uspokój.
- Sensei, będzie mi z nią ciężko. 
- Dasz radę – odparłam nieprzekonująco. Sama nie potrafiłam siebie przekonać.